Wywiad z Bartłomiejem Topą

fot. Paweł Wodnicki

Bartłomiej Topa - absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej, występował w takich produkcjach jak "Drogówka", "Wesele", czy "Dom Zły", a ostatnio także "Sługi Boże". Wywiad został zrealizowany w trakcie festiwalu Netia Off Camera. 

 

Mateusz Słowik: Co się musi stać, aby ludzie zwracali uwagę na sztukę - jej treść, a nie na tą otoczkę wokół? Nawiązuje tu do wczorajszej premiery "Pięknego Drania" z Andrew Scottem, gdzie większą uwagę przyciągała jego osoba, niż sam film.

Bartłomiej Topa: Widzisz, to jest to samo co - nie wiem czy widziałeś - “Koniec trasy”(reż.James Ponsoldt), historia pisarza amerykańskiego, która opowiada o tym jakie są cechy te “zewnętrzne”, bycia tzw. wziętym artystą. Kimś kto ma milionową sprzedaż książek, jest uwielbiany przez masy i do którego, ludzie próbują się dostać, dotknąć, pobyć, popodglądać etc. Nie przypuszczam, żebyśmy tutaj znaleźli jakiś złoty środek, bo myślę, że to co jest efektem pracy wielu ludzi; w tym przypadku właśnie filmu, kina czy popularności telewizyjnej jest gdzieś wpisane w ten zawód. Widzowie będą chcieli być blisko aktorów, no i czasami niestety przekraczamy tę granice, takiej kultury obecności ze sobą, że potrzebujemy bodyguardów, którzy będą nas chronili. Ale z drugiej strony zastanawiam się nad tym, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem - i mam nadzieję, że nie doświadczę - ale zdaje sobie sprawę, że te “światowe gwiazdy” mają z tym kłopot, jak już pojawiają się za granicą, a ich filmy są popularne w kinach, to ciężko jest im jest nawet przejść przez ulicę.

MS: I w tym wszystkim, ludziom bardziej zależy na zdjęciu z daną gwiazdą, niż na rozmowie lub spotkaniu. Czemu nasza kultura doszła do takiego momentu? Może kiedyś tak nie było?

BT: Może to jest kwestia obecności mediów wszędobylskich, tej kultury informacji, takiej bardzo szczątkowej, powierzchownej i przyjemnej. A ten dostęp do informacji będzie jeszcze przyjemniejszy, krótszy i prostszy bo odbiorca nie wgłębia się, nie wchodzi w dany temat żeby go rozważyć, żeby mieć refleksje, tylko bierze nagłówki. Wystarczy mu zdjęcie, bo to ja zrobiłem i to jest Andrew Scott. Potem tylko wrzucić na fejsa.

MS: To wypacza troche taką esencję sztuki?

BT: Z pewnością, ale ja myślę, że jest to też związane z takim brakiem zainteresowania samym sobą, swoimi życiem i twórczością, którą tworzymy od wschodu słońca. Jeśli decydujesz się wstać z łóżka, to to już jest akt twórczy, żeby położyć nogę na podłodze i spionować pozycję. W moim przypadku, to tak to właśnie jest. Ja dzisiaj postrzegam w ogóle kulturę, jako kulturę bycia, życia, obecności tu i teraz. Spotkanie jest dla mnie kulturą, a pewnie to co robimy w kinie i telewizji, jest taką formą wypadkową, lustrem, które przybliża nam problemy, których na co dzień możemy nie dotknąć sami. Uczymy się od tego i mamy refleksję, a dzięki temu, że zobaczyliśmy spotkanie dwóch osobowości w kinie albo telewizji, które mają coś do powiedzenia, których losy się gdzieś zderzyły i chcą coś między sobą “załatwić” lub zastanowić się kim są, możemy dotknąć tych tematów i zdefiniować siebie na nowo.

MS: Aktor powinien przede wszystkim przekazywać ludziom jakąś "prawdę", wskazywać drogę czy raczej uprawiać sztukę dla sztuki i skupiać się w niej głównie na walorach artystycznych?

BT: Wiesz co, w moim przypadku jest tak, że ja nie mam pretensji ani ambicji aby komuś coś przekazywać, dla mnie najważniejsze jest pewnie to, aby to co robię w tych moich postaciach, co udaje mi się “przypadkiem” wykreować, żeby było wiarygodne, prawdziwe i interesujące dla widza. Ale widzisz, to się gdzieś wiąże, bo ta refleksja następuje w momencie kiedy zdajesz sobie sprawę, że ten facet ma coś do powiedzenia, że on jest tak wiarygodny, tak prawdziwy, że ja mu wierzę. Nawet jeśli ideologicznie lub charakterologicznie, jest zdefiniowany jako “ciemna strona mocy”, no to oczekujemy, że to zderzenie gdzieś nam da jakąś receptę, odpowiedź.

MS: Często gra pan u Wojtka Smarzowskiego, którego filmy są właśnie bardzo pobudzające do refleksji, z których możemy dowiedzieć się dużo - przede wszystkim o sobie, ale też o innych. I Pana postaci są tam takie bardzo wyraziste i prawdziwe. Co Pan widzi w tych rolach?

BT: Szukam w tych rolach jakiegoś człowieczeństwa i tego, że możemy być bestiami, ale też że ta wrażliwość, chce się w nas odezwać i jakiś rys na rzeczywistości pozostawić. A Wojtek ma tę fenomenalną umiejętność budowania tych zderzeń i dzięki temu, budowania nastrojów i takiego efektu pioruna, ja to nazywam - bardzo głośnego trzaskania drzwiami, czyli takiego silnego krzyku. Bo często w tym natłoku informacji, tego chaosu, który nas dotyka, bardzo trudno jest się dobić, albo wypowiedzieć swoje zdanie. Oczywiście wolałbym, żeby była cisza i z tej ciszy, żeby coś wynikało. Ale dzisiaj w tym pobudzeniu, chcemy się wszyscy wypowiadać i wrzucamy informacje, zdjęcia z tego co zjedliśmy, jakie buty ubraliśmy, z kim się spotkaliśmy, gdzie się spotkaliśmy. Nie wiem, może dzięki temu czujemy się lepiej?

MS: I w tym wszystkim coraz trudniej znaleźć jakieś wartościowe informacje.

BT: Ja się zastanawiam też nad tym co to znaczy wartościowe. Bo dla ciebie będą wartościowe, a dla kogoś innego będą częścią jakiejś większej układanki. Dzisiaj próbujemy definiować zło, próbujemy definiować dobro, a dla jednego to będzie tylko jakaś lekcja, a dla drugiego tragedia całego życia. A w konsekwencji, w tej szerszej układance, może być tylko jakimś elementem impulsu doświadczenia. Wiesz, to są skomplikowane tematy i dzisiaj to że możemy mówić o tym, jest elementem jakiejś szerszej perspektywy. Oczywiście możemy się skupić nad dobrem, nad złem i definiować je dzięki np. przykazaniom czy normom społecznym - żeby nam się żyło dobrze, uczciwie etc. Ale wiesz, mamy falę imigrantów, którzy “zalewają” Europę, bo proszą o pomoc i my nic z tym nie robimy, albo robimy tylko trochę za mało, choć z drugiej strony, mamy też przecież swoją objętość. Każdy przychodzi z innymi potrzebami, te potrzeby są identyczne jako potrzeba człowieka, który potrzebuje się wyspać, potrzebuje coś zjeść, aby móc pracować i cieszyć się obecnością swoją na ziemi.

MS: Można powiedzieć, że świat znowu zatacza koło, a ludzie nie umieją uczyć się na błędach z przeszłości. Ale wracając do sztuki, zastanawiam się, gdy Pan zaczynał swoją karierę, jak Pan wtedy postrzegał sztukę, zawód aktora? Bo to były trochę inne czasy, czy to był najlepszy sposób na wyrażenie siebie?

BT: Dla mnie to było takie bardziej indywidualne spojrzenie na siebie przede wszystkim. Na to, że to kłębowisko emocji, które się pojawia wewnątrz potrzebuje znaleźć jakieś ujście. I tym kanałem było aktorstwo, była możliwość definiowania czy doświadczania siebie wewnętrzne, poprzez spotkania z moimi bohaterami, których odgrywałem i z moimi partnerami w szkole, a po szkole w kinie. Trudno też oczywiście dzisiaj z perspektywy moich 50 lat, konkretnie wskazać ten moment, że takie pobudki decydowały o tym, że wybrałem ten zawód. Ale myślę, że ten program zapisany w moich genach, gdzieś mnie poprowadził, ja się na to zgodziłem. A, że on się teraz wymyka, próbuje łamać te kody - tak przynajmniej mi się wydaje - bardzo bym chciał, żeby to była jakaś stałość, takie łamanie swojego programu życia. Zastanawiam się nad tym nieustająco, bo to nie jest tak, że ten program jest zakończony. Gdyby był zakończony, to pewnie by mnie nie było już. A tak to, że mogę się stale dotykać w tych moich postaciach, w ludziach czy spotkaniach.

MS: To jest dla zawodu aktora chyba bardzo ważne, aby stale "uczyć się siebie". 

BT: Bo tylko tak możemy się rozwijać, ale widzisz, ja nadal zadaję pytanie  - Ale po co się rozwijamy? Żeby wstawiać kolejną książkę na półkę rzeczywistości i ludzkości, że tego się nauczyliśmy, takich emocji? Przecież te emocje były znane od wielu tysięcy lat. Teraz mamy technologię na takim poziomie, że zaczynamy wchodzić w transhumanizm już, sztuczne dłonie, ręce i narządy etc. Dla mnie to jest ewidentne, że próbujemy zachować takie myślenie, że możemy być nieśmiertelni na ziemi, tworząc nowe rzeczywistości, wirtualne inteligencje, klonowanie…

MS: Obecnie ten cały pęd ludzkości ku technologii, przypomina trochę taki lot Ikara, który leci w stronę słońca, aż w pewnym momencie - gdy podleci za blisko - zacznie spadać.

BT: Kto wie, natomiast jestem pewien, że jesteśmy też u kresu tego rozwoju cywilizacji, takiego technologicznego a Ziemia da nam wkrótce odpowiedź, aktywność słońca i tak dalej. Nie chcę krakać, ale wydaje mi się, że czeka nas tu niezła jazda za chwilę.

MS: Parafrazując słynny cytat - "nie wiadomo ja­ka broń będzie użyta w trze­ciej woj­nie świato­wej, ale czwar­ta będzie na ki­je i kamienie".

BT: Widzisz z filmu zeszliśmy do takich tematów… Myślę, że potrzebujemy dramatycznej zmiany, myślenia o tym kim jesteśmy, jak to się wydarzyło, skąd i dokąd. Jestem pewien, tego że to następuje.

MS: A co pan myśli o kierunku jakie obiera współczesne kino? Czy jest się w stanie wykreować jakaś czołowa postać w polskim kinie?

BT: Każde pokolenie ma swoich przedstawicieli, którzy jakoś są dedykowani do wypowiedzi. Myślę, że to kłębowisko zdarzeń i problemów, które nas dotykają jest takim wrzątkiem, momentem gotowania ponad 100 stopni, przez które będą powstawać nowe produkcje. Dzięki PISFowi, finansowaniu telewizji prywatnych i wsparciu produkcyjnym, mamy możliwość oglądania 35-50 filmów rocznie a to jest naprawdę dobry wynik. Kiedyś w 80 latach, nawet w 2000 na początku kino było w totalnym dołku, produkowaliśmy 5-10 filmów rocznie, a to nie jest tak, że twórców ubywa, tylko przybywa i tych wypowiedzi jest coraz więcej. Z pewnością część się powtarza, ale tak jak mówię każde pokolenie, wiek, dziesięciolecie, z czymś się zmaga z jakimś problemem. I próbujemy o tym opowiadać, próbujemy z tym się zmagać, właśnie poprzez kino i to jest fantastycznie, to jest doskonałe. Każdy z nas chciałby znać odpowiedź, która by uspokoiła nasze skołatane serca, na temat tego kim jesteśmy, kurwa dokąd zmierzamy i jak to jeszcze długo będzie trwało. Że będzie trwało cierpienie, ludzie będą umierać na choroby i tak dalej. Że będzie się kopało psy i wyrywało drzewa z korzeniami. Mam jakiś totalny bunt w sobie, który gdzieś mnie skłania do nieustającego zadawania pytań i bardzo bym chciał zobaczyć kino, które odpowie w jakiś konkretny sposób na te pytania, które sam sobie zadaje, a co dopiero widzowie, którzy przychodzą z wypiekami i chcą zobaczyć, kawałek odpowiedzi na swoje życie.

MS: Jak pan wytycza swoją "granicę", aby się nie zatracić w tym procesie tworzenia, a jednocześnie by ciągle móc tworzyć wartościowe treści?

BT: To jest dosyć trudne pytanie w takim wymiarze, bo oczywiście to "zmywanie skazy", jest częścią mojej pracy i staram się znaleźć różne kanały dystrybucji swojej osoby - kino daje taką możliwość bycia tu i teraz, bo kamera rejestruje 1 do 1, to co się dzieje między nami. A w tym procesie twórczym “tu i teraz” jest kluczem do szczęścia, czyli do spełnienia, do zamkniętego aktu, który się nie powtarza bo jest jednorazowy i pełny. Więc jeżeli jest pełny, zamknięty i jednorazowy to po komendzie “stop” zaczyna się inna rzeczywistość i inny świat, w związku z tym bardzo drastycznie przechodzę do tego świata, który mi daje inny oddech, spojrzenie, obecność. To jest związane pewnie z taką celebrą bycia codziennego, bo nie pracuje też codziennie, mam też czas żeby spotkać się i porozmawiać, wypić wodę, przygotować sobie posiłek, usiąść, zastanowić się, przeczytać książkę. To jest ten moment oczyszczenia, symbolicznie wchodzę pod prysznic - i to nie jest naiwne co mówię - to jest kwestia intencji tylko, jeśli decydujesz się, że to jest ten moment - woda zmywa moją skazę bycia kimś innym - to to się dzieje. To jest kwestia świadomości użytych słów, słowa mają moc i jak tworzysz słowa to niosą ze sobą onę dawkę na bardzo wielu poziomach. Dzięki słowom tworzysz obraz w swojej wyobraźni. Dlatego tak trudno jest dzisiaj, nie chcę mówić, że to jest takie, a to takie. Każda ocena nas oddziela od siebie i wtedy nie czujemy się razem.

MS: Wracając taką klamrą kompozycyjną do pierwszego pytania - czy to sztuka powinna tak działać, aby skłaniać ludzi do odnajdywania siebie, refleksji?

BT: Tak, dotykać, prowokować na różnych poziomach. Jeden potrzebuje delikatnego szeptu a inny trzaśnięcia drzwiami. Ważne jest, aby być uważnym na tę rzeczywistość, którą spotykamy na co dzień, próbować podejmować decyzję i być w nich konsekwentnym.

MS: I starać się zacząć zmiany od siebie.

BT: Zawsze tak jest, że świat się zmienia od siebie. Nawet Smarzowski o tym mówi, poprzez postać mojego teścia w “Drogówce”  - Świat zacznij zmieniać od siebie.

MS: To jest bardzo dobra puenta, dziękuje Panu za rozmowę!





Drukuj
0 Komentarze
}

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Przeczytaj rowzniez

  • Kultura
Wielkimi krokami zbliża się jeden z najbardziej wyczekiwanych letnich festiwali w Polsce. 4 sierpnia Katowice zostaną, jak co roku, sercem muzyki alternatywnej. Co tym razem oferuje nam OFF Festiwal?
Na 12. edycji OFF Festivalu w Dolinie Trzech Stawów pojawią się m.in. PJ Harvey, Feist, Swans, Shellac, Talib Kweli Live, Beak>, The Black Madonna i Jessy Lanza, a Polskę reprezentować będą m.in.
Wywiad z Ablem Korzeniowskim podczas Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.
  • Kultura
Wywiad z Janem Matuszyńskim, reżyserem "Ostatniej Rodziny" w ramach festiwalu Netia Off Camera
  • Kultura
Podsumowanie festiwalowych aktywności podczas Netia Off Camera!
  • Kultura
Wywiad z Dawidem Ogrodnikiem w ramach Festiwalu Netia Off Camera 2017.
  • Impreza
Przedstawiamy pełny line-up Drive Stage - sceny dzikiej, roztańczonej i wolnej z rozbrajającymi zespołami z różnych zakątków świata!